Był sobie PPZ


  • 2015-04-14

    W Wigilię Bożego Narodzenia wszyscy pracownicy baildonowskiej firmy Przeróbka Plastyczna na Zimno dostali wypowiedzenia z pracy. Niedługo potem zakład zamknięto, wywożąc z niego wcześniej wszystko, co miało jakąś wartość. Następnie właściciel firmy zniknął. Pracownicy do dzisiaj nie dostali zaległych wynagrodzeń.


    Przeróbka Plastyczna na Zimno to jedna z firm powstałych na majątku dawnej huty Baildon. Zakład produkował taśmy stalowe, blachy arkuszowe i inne wyroby hutnicze. W październiku 2014 roku właściciel przedsiębiorstwa BH Steel-Energia sprzedał je spółce Geldstaat Polska. – To firma zajmująca się windykacją należności. Próbowaliśmy się skontaktować z nowym właścicielem i wyznaczonym przez niego prokurentem panem Marcinem Bartoszewskim. Chcieliśmy uzyskać informację, jakie są plany nowego właściciela wobec PPZ. Niestety na nasze monity nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi – mówi Andrzej Karol, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność Baildon, która zrzesza również pracowników PPZ. Jak informuje przewodniczący, 23 grudnia Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników PPZ przyjęło uchwałę o rozpoczęciu likwidacji przedsiębiorstwa, dzień później, w Wigilię Bożego Narodzenia cała załoga zakładu licząca 43 osoby dostała trzymiesięczne wypowiedzenia z pracy. Likwidatorem spółki został Marek Imiołczyk. W styczniu pracownicy PPZ zostali zwolnieni z obowiązku świadczenia pracy do końca okresu wypowiedzenia. – Dzisiaj zakład jest zamknięty na cztery spusty. Wcześniej wywieziono z niego maszyny i wszystko, co miało jakąś wartość. Urwał się jakikolwiek kontakt z przedstawicielami właściciela firmy. W budynku przy ul. Zarębskiego w Katowicach, gdzie zgodnie z zapisami Krajowego Rejestru Sądowego została przeniesiona siedziba firmy, nie ma nikogo, a stan tej nieruchomości nie wskazuje na to, żeby było tam biuro jakiejkolwiek firmy – mówi Andrzej Karol.

    Do 10 marca pracownicy PPZ powinni otrzymać wynagrodzenie za luty. Tak się jednak nie stało. Na ich konta do dzisiaj nie wpłynęła ani złotówka. – Obawiamy się, że podobnie będzie z wynagrodzeniami za marzec i odprawami, które pracownicy również powinni otrzymać – podkreśla przewodniczący. Solidarność zawiadomiła o sytuacji w PPZ prokuraturę. – Ta jednak odmówiła wszczęcia postępowania. 19 marca wysłaliśmy również zgłoszenie na policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na niewypłaceniu pracownikom należnego wynagrodzenia. Jak dotąd otrzymaliśmy jedynie lakoniczną odpowiedź, że policja podjęła działania w tej sprawie.

    Pracownicy złożyli również pozwy do sądu pracy. 26 marca odbyła się pierwsza rozprawa – wyjaśnia przewodniczący.O nieprawidłowościach w PPZ powiadomiona została również Państwowa Inspekcja Pracy. Jak informuje rzecznik Okręgowego Inspektoratu pracy w Katowicach Beata Sikora-Nowakowska, inspektorzy PIP od 18 marca prowadzą postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Niestety im również nie udało się zastać nikogo z przedstawicieli właściciela PPZ pod żadnym z adresów wskazanych w KRS. – Inspektor pracy wysłał żądanie do stawiennictwa się pana Imiołczyka w siedzibie OIP Katowice w dniu 1.04.2015 roku. Wyżej wymieniona osoba w tym dniu nie stawiła się. Ponownie wysłano żądanie do stawiennictwa się na dzień 10.04.2015r. – napisała rzecznik OIP w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie. – Obawiamy się, że cała sprawa zakończy się tym, że pracownicy będą mieli w ręku prawomocne wyroki sądu, nakazujące wypłatę zaległych wynagrodzeń i odpraw, ale nie będzie tego od kogo wyegzekwować. Dzisiaj nie wiemy tak naprawdę, kto jest aktualnie właścicielem PPZ i gdzie go szukać – zaznacza Andrzej Karol.

    Zobacz Aktualności TVP z 15 kwietnia 2015r.